O mnie… słów kilkaset ;-)

Co mnie kształtowało i dlaczego dzisiaj jestem jaki jestem

Pochodzenie

Urodziłem się na osiedlu Piaski, potem to się nazywało Czeladź – Piaski, a teraz po prostu Czeladź – miejsce między kopalnią Czeladź a stadionem klubu Górnik Piaski, blisko Sosnowca. Czyli urodziłem się w Zagłębiu (nie mylić ze Śląskiem). Do dzisiaj kibicuję zespołowi Górnika Piaski, który w ciągu kilku lat przebił się z A Klasy poprzez ligę okręgową do IV ligi i jest bardzo blisko do awansu do III ligi.
Kiedy miałem 5 lat, mój Tata, oficer LWP, został przeniesiony do Warszawy, a Mama i ja udaliśmy się za nim. Tak więc zostałem warszawiakiem będąc też zawsze zagłębiakiem. Kibicuję Legii Warszawa i Górnikowi Piaski.
Z zawodu jestem piwowarem, w 1974 ukończyłem Wydział Technologii Żywności na SGGW w Warszawie ze specjalizacją piwowarską. Pracę dyplomową pisałem z filtracji piwa przez ziemię okrzemkową na filtrze firmy Seitz zainstalowanym w Browarze Warszawskim. Filtracja piwa przez nerki była przyjemnym uzupełnieniem pisania pracy dyplomowej.

Dlaczego zainteresowanie działaniami wywiadowczymi?

W czasie studiów zdobyłem nowe hobby. Otóż któregoś dnia mój Tata, oficer Sztabu Generalnego, przyniósł wydaną na powielaczu przez tenże Sztab książkę pt. „Pamiętniki generała Waltera Schellenberga” – szefa wywiadu hitlerowskich Niemiec. A następnie, na moją prośbę przyniósł inne książki, w tym Ladislava Farago (znany autorytet w dziedzinie szpiegostwa) oraz podręczniki z Akademii CIA. A potem już ściągałem sam taką literaturę i dzisiaj mam potężną bibliotekę o wywiadzie, kontrwywiadzie, służbach z różnych krajów, itp. Wiedza ta dała mi wiele korzyści. Przede wszystkim nauczyłem się zbierać dane, analizować je, budować strategię działania, czyli planować ciąg logicznych zdarzeń i akcji, a także kilka innych rzeczy, który później przydały się działalności biznesowej. Ponadto pracując w handlu zagranicznym dość łatwo rozpoznawałem nie tylko oddelegowanych oficerów wywiadu, czy osób „ochraniających” centralę handlu zagranicznego przed…., no właśnie przed czym? Ta moja wiedza, oddała mi wiele przysług w stanie wojennym, w czasie pracy w firmach polonijnych, w czasie wyjazdów na Ukrainę i do Rosji.

Sentyment do USA

W czasie urlopu dziekańskiego pracowałem w Centralnej Bibliotece Wojskowej, gdzie zezwolono mi na dostęp do zbioru „Z”, czyli książki zastrzeżone. No i posiadłem dużą wiedzę o prawdziwej historii Polski w XX wieku, poznałem smutną prawdę o komunizmie i zacząłem bardzo nie lubić tego ustroju. Do tego gdzieś przeczytałem, że Anglicy i Amerykanie wybrali w czasie wojny Drezno jako obiekt do zbombardowania, bo nie było w nim amerykańskich inwestycji. I wtedy rzuciłem takie hasło, że potrzebujemy w Polsce jak najwięcej amerykańskich inwestycji. Pomimo próśb Taty (oficer LWP) tą rewelacyjną na owe czasy (początek lat siedemdziesiątych) koncepcją dzieliłem się gdzie tylko mogłem. Z czasem stałem się bardzo proamerykański i antyrosyjski. Zainteresowałem się historią i kulturą USA, ale nie pociągały mnie wielkie miasta na Wschodnim Wybrzeżu tylko Południe USA, czyli Dixie. A więc jestem politycznie niepoprawny w tej dziedzinie skoro lubię słuchać „Dixie to Arms”. Bardzo polubiłem muzykę country i lubię do dzisiaj, a moimi idolami zostali Merle Haggard i Johnny Cash. Po kilku latach fascynacji kulturą i historią zainteresowałem się amerykańskim pragmatyzmem, stylem prowadzenia biznesu, a także pozytywnym myśleniem. Przeczytałem wiele książek amerykańskich w tej dziedzinie, ale szczególnie sobie cenię „Moc pozytywnego myślenia” Normana Vincenta Peale.

Jak wymyśliłem markę Tatra Pils Strong Lager?

Moja pierwsza praca zawodowa była związana z piwem. Po studiach, w październiku 1974 r. zatrudniony zostałem w PHZ Agros, w Dziale Piwa. W 1979 r. wymyśliłem markę Tatra Pils Strong Lager. Pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, w związku z brakiem dewiz, Coca-Cola zmuszona była zająć się importem polskiego piwa do Wielkiej Brytanii (Tatra Strong Lager) i do USA (Krakus Light Beer). Otrzymałem wtedy badania rynkowe rynku piwa w Wielkiej Brytanii. Oczywiście dominowało ale. Jednakże zauważyłem, że na rynku brytyjskim zaczęły się pojawiać piwa typu lager (dzisiaj już dominują) i do tego piwa z niemieckobrzmiącymi nazwami, ale warzonymi w Anglii, o markach nie istniejących w Niemczech. Takim piwem w Wielkiej Brytanii była wtedy marka Hofmeister Lager, brzmiąca i wyglądająca z niemiecka. Dlatego wpadłem na pomysł, aby Żywiec Full Light Beer (niewiele mówiące Anglikom) zamienić na TATRA PILS Strong Lager z odejściem od ludowej stylistyki na rzecz lekko gotyckiego design na żółtym tle. Do dzisiaj pozostało żółte tło z góralską stylistyką. Zmiana ta przyczyniła się do znacznego wzrostu eksportu polskiego piwa do Wielkiej Brytanii.
Po wprowadzeniu stanu wojennego, jako współzałożyciel związku Solidarność, musiałem opuścić PHZ Agros. Prawie rok pracowałem jako robotnik w ramach studenckiej książeczki pracy, a następnie w firmach polonijnych w branży napojowo-aromatycznej. W firmie w której pracowałem, dzięki swojemu hobby, szybko się zorientowałem, „who is who”, z jakiej służby i na czym polega rywalizacja między „niebieskimi” a „zielonymi”.

Jak Andrzej Mleczko odmienił moje życie i jak zostać konsultantem firmy Coca-Cola?

W 1992 r. miało miejsce zdarzenie, które wywarło olbrzymi wpływ na moje dalsze życie. Otóż, jako prezes firmy Orszada, sprzedałem firmie Mars obiekt i plac pod Sochaczewem na którym później rozbudowała się ta firma. Miałem okazję zamienić parę słów z Johnem Mars, jednym z najbogatszych ludzi na świecie w owym czasie. A potem zmierzyłem się z ekipą negocjacyjną firmy Mars. Odniosłem olbrzymi sukces, bo osiągnąłem cenę pięciokrotnie wyższą niż wycenili to rzeczoznawcy Agros Holding (był udziałowcem w spółce Orszada). Rzeczoznawcy wycenili wartość placu, budynku, kotłowni, itp. , natomiast ja instynktownie założyłem ile Mars Inc. może wyłożyć na centrum produkcyjno – logistyczne w tej części Europy. Przydały się doświadczenia z mojego hobby, tzn. gromadzenia danych i ich analizy, zdobywania informacji (np. od pracowników firmy Mars, itp.).

No i kiedy delektowałem się sukcesem, któregoś dnia na ostatniej stronie tygodnika Polityka ujrzałem rysunek mistrza Andrzeja Mleczki, który potem miał olbrzymi wpływ na moje życie zawodowe. Na rysunku widać było kilku biegnących robotników, w waciakach, kaloszach i w fikuśnych czapkach. Ten robotnik na czele odwracał się w biegu do kolegów i mówił: „Chłopaki chodźta, przyjechał Dżon Wenczer i przywiózł perkaliki”. Dla wyjaśnienia; perkaliki to takie bezwartościowe błyszczące bzdety, które kolonizatorzy dawali tubylcom otrzymując w zamian dobra o dużej wartości. I mnie powaliło, nagle doznałem olśnienia. Nikt nigdy lepiej nie przedstawił różnicy cywilizacyjnej między nami a krajami bardziej rozwiniętymi. Co prawda pracowałem w handlu zagranicznych, w firmach polonijnych, gdzie miałem kontakt z tamtą cywilizacją, ale też „brałem perkaliki”. Po prostu stykałem się z ludźmi, którzy byli o wiele lepiej przygotowani zawodowo, jak również przeszkoleni w zakresie socjotechniki postępowania w relacjach z klientami. I postanowiłem, że koniec z „braniem perkalików”! Zdecydowałem poświęcić dużo czasu i środków na zdobycie wiedzy w zakresie napojów i składników do napojów. Inwestowałem niemałe pieniądze w książki, miesięczniki fachowe z branży napojów, wyjazdy na seminaria i konferencje zagraniczne. W 1993 r. przyszedł mi o głowy niesamowity pomysł na zbudowanie silnej pozycji i wiedzy w branży napojowej. Postanowiłem zostać konsultantem firmy Coca-Cola w Polsce! Zacząłem się zastanowić nad planem, jaki jest ten punkt, w który trzeba uderzyć – jak mawiał Jerzy Kulej – nie ma bokserów nie do znokautowania, są jedynie źle trafieni. Uznałem, że tym słabym punktem w umysłach ludzi z Coca-Coli jest wielki mit o historii tej firmy pielęgnowany i kultywowany od samego początku. Uznałem, że człowiek, który zna historię Coca-Coli lepiej od nich samych będzie dla nich autorytetem. Ściągnąłem z USA dużo literatury o historii napojów cola i w 1993 r. zacząłem w miesięczniku Przemysł Fermentacyjny i Owocowo-Warzywny pisać o historii napojów cola ze szczególnym uwzględnieniem firmy Coca-Cola. Po napisaniu i opublikowaniu 4 artykułów doszedłem dopiero do roku 1945 r. i dopiero wtedy zostałem zaproszony na spotkanie do firmy Coca-Cola. Rozpoczęła się współpraca trwająca do 2002 r. Jestem z tego okresu bardzo dumny i zadowolony, dużo się nauczyłem, przede wszystkim w zakresie strategii napojowych i budowania wizerunku oraz patrzenia na różne zjawiska ze znacznie szerszej perspektywy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s